Proszę o rady: Za kilka dni muszę przeprowadzić ważną rozmowę z moim prawie Byłym. On chce odejść, czuję to. Jesteśmy pół roku i jak dla mnie to zupełny początek żeby coś kończyć.
Kocham Cię – II (0) E H A. Jeśli kogoś kochasz jeśli wiesz. E H A. Czym jest miłość jaki jest jej sens. E H A. Jeśli tylko szczęście widzieć chcesz. E H A. Mów do mnie szeptem.
Sylwester Wardęga uwielbia zaskakiwać swoich fanów i budzić kontrowersje, nie zawsze swoimi filmami. Podczas tegorocznych wakacji internetowy gwiazdor naprawdę poszedł na całość.
Pamiętaj o jednej podstawowej zasadzie "Jeżeli kogoś kochasz puść go wolno,jeżeli wróci jest Twój,jeżeli nie nigdy Twój nie był Trzymam kciuki 32 Odpowiedź przez jana123 2013-02-04 02:22:52
Jeśli kogoś kochasz, puść go wolno (czy coś). Autor: Kolorowa Ola. Brak komentarzy: Prześlij komentarz. Nowszy post Starszy post Strona główna.
1/1 Kochać i puścić wolno Kiedy jedno z was zawsze jest „męczennikiem” Nie ma nic dziwnego w tym, że kochasz kogoś tak bardzo, że przejmujesz w związku rolę tego od „brudnej roboty”. Ale musisz wiedzieć, że takie relacje nie przetrwają próby czasu.
. W filmie Vegi kobiety bywają bardziej brutalne niż mężczyźni. Reżyser napisał scenariusz razem z jednym z członków mafii mokotowskiej Kobiety w filmie są notorycznie gwałcone i zmuszane do seksu oralnego. Nie doświadczałam takiej brutalności – mówi Monika Banasiak, była żona Słowika, jednego z bossów mafii pruszkowskiej Moi rodzice bardzo się kochali. Ja też umiem i chciałam tak kochać, ale wybierałam słabych mężczyzn – dodaje Banasiak Agnieszka Sztyler-Turovsky: Jesteś feministką? Monika Banasiak: Uwielbiam feministki, bo to silne kobiety. Wiedzą czego chcą i walczą o to. Powinnyśmy być traktowane tak samo, jak mężczyźni, a nawet lepiej. Jesteśmy lepiej skonstruowane (śmiech). Może fizycznie trochę gorzej, bo słabsze, ale za to piękniejsze - nic nam nie wystaje, najwyżej piękne piersi (śmiech). Jestem feministką, ale lubię, gdy mężczyźni biją przede mną pokłony i noszą mnie na rękach. Wręcz to uwielbiam! Żona czy kochanka gangstera może być noszona na rękach, może walczyć o siebie i dyktować facetowi warunki? Ja zawsze walczę o siebie. W każdym środowisku. Także w tym gangsterskim, w którym funkcjonowałam z moim mężem, cieszyłam się szacunkiem. I mąż nie wydzielał ci pieniędzy tak jak to pokazują w filmach. Miałaś swoje? Zawsze miałam swoje pieniądze. Całe życie pracowałam. Jestem dyplomowaną pielęgniarką, prowadziłam biuro nieruchomości. Nie byłam breloczkiem przy kluczach mojego męża albo maskotką na przednim siedzeniu jego samochodu. Nie prosiłam go o 5 zł na rajstopy, bo sama mogłam sobie te rajstopy kupić. „Kobiety mafii” Vegi nie mają tyle szczęścia. Tak, notorycznie są gwałcone i zmuszane do seksu oralnego. W patologicznym środowisku dochodzą do głosu atawistyczne instynkty. Nie doświadczałam takiej brutalności. Uważam, że Vega zrobił wiarygodny film, scenariusz napisał jeden z członków mafii mokotowskiej i wiedział, o czym pisze. Dialogi są dobre, osadzone w realiach tamtego czasu. Ale film zrobili mężczyźni, więc pokazuje kobiety ich oczami. Dygant jest świetna. Warnke też, ale takich kobiet, jak grana przez nią główna bohaterka, nie spotkałam. Jest za słaba? Za głupia. Pasowałaby ewentualnie na kochankę, ale nie na żonę gangstera. Te panie były silne, zwykle były dobrymi żonami i matkami, latami jeździły na widzenia do mężów i czekały aż wyjdą z więzienia. To było prawdziwe życie, a nie kolorowy film. Któraś z bohaterek przypomina ciebie? Nie utożsamiam się z żadną. Na prawdziwy film o kobietach polskiej mafii będziemy się mogły umówić za rok. Choć chwała Patrykowi, że umie w kobietach dostrzec siłę i mądrość. Trzeba przyznać, że robi coraz bardziej feministyczne kino. Hmmm, rzeczywiście coraz bardziej feministyczne: kobiety rozpuszczają facetów w kwasie, odstrzeliwują jaja, obcinają im nogi. Myślę, że kobiety potrafią robić takie rzeczy. Ty też? Ja nie robiłam. Nie potrafisz? Nie dla pieniędzy, władzy czy kokainy. Myślę, że potrafiłabym zabić, tylko by bronić życia dziecka czy męża. Kogoś, kogo kocham. Rodzice wychowali cię na taką silną? O tym, czy jesteś silna dowiadujesz się tylko wtedy, gdy siła jest jedynym, co ci pozostaje. Gdy stoisz nad przepaścią, zdana tylko na siebie. Ty się dowiedziałaś w więzieniu? Tak. W areszcie. W wiezieniu nie siedziałam. Nie znam się na więziennych niuansach. Mam czystą kartotekę. Nie byłam nigdy skazana prawomocnym wyrokiem. Choć w tym areszcie na Grochowie, tzw. Kamczatce – jednym z najbardziej restrykcyjnych, przeszłam piekło. Jak wyszłam to miałam wrażenie, że powietrze pachnie inaczej, słońce inaczej świeci, a niebo jest bardziej niebieskie niż po drugiej stronie muru. Ile tam przesiedziałaś? Wyszłam po dwóch latach i sześciu miesiącach. Teraz, przynajmniej teoretycznie już chyba nic nie powinno mnie złamać. Byłaś u psychologa? Wspominanie traum na terapii jest teraz modne. Nie. Depresji też nigdy nie miałam. Tylko lepsze lub gorsze dni. Miałam nerwicę lękową. Przez rok kwadrans przed szóstą budził mnie dzwonek do drzwi. Dzwonił tylko w mojej głowie. Ubierałam się, siadałam na krześle. Przy drzwiach. Czekałam, aż przyjdzie po mnie policja. To było po tym, jak aresztowano mężczyznę, z którym związałam się po rozstaniu z mężem. Pani psychiatra twierdziła, że z tego nie wychodzi się bez leków. Ja wyszłam. Siła i wola to stan umysłu. Umiem panować nad swoimi lękami i emocjami. Bo to nie były najtrudniejsze doświadczenia. Nawet nie to, gdy mnie porwano, gdy do mnie strzelano, a pod nogami wybuchały mi bomby. Najgorsze przeżyłam w tym areszcie, gdy ktoś chciał mnie zabić. Kobieta? Tak, byłam przecież w areszcie kobiecym i nie miałam kontaktu z mężczyznami. Same kobiety. Podrywały cię? Jesteś atrakcyjna. Nie wierzę, że tylko zabić cię chciały. Tak. Miałam propozycje wejścia w związek lesbijski. Odmówiłaś? Odmówiłam. Zdecydowanie wolę seks z mężczyznami. Miałam kiedyś przyjemność z kobietą i wiem już, że mi to nie pasuje. Musiałam sprawdzić. Było miło, ale nie aż tak, żeby to powtórzyć. Uwielbiam mężczyzn. Na męża czekałaś latami, gdy był w więzieniu. W związkach jesteś długodystansowcem? Tak, jak jestem w związku, kochanków nie miewam. Gdy jestem wolna to co innego, bo lubię seks. Ale nigdy byle jak, byle gdzie, z byle kim. Aczkolwiek twierdzę, że dobry seks rodzi się w głowie, nie między nogami. Nie umiem wchodzić w związki powierzchowne, bez uczucia. Rozstanie z mężem to dla mnie trudny temat. Nie przestałam kochać Andrzeja z dnia na dzień. Braliście ślub w Jerozolimie. Jesteś wierząca? Bardzo. I co teraz? Będziesz unieważniać ten ślub? Nie. Myślę, że już nigdy nie będę miała męża. Do ołtarza idzie się raz. Przed Bogiem nie ma rozwodu. Mężczyźni mnie kochają, ale nie aż tak, jak ja chcę. Dziś Dzień Kobiet, więc życzę wszystkim dziewczynom i kobietom: „Nie szukajcie księcia z bajki. Szukajcie tego, dla którego wy będziecie księżniczką”. Lubię mężczyzn, którzy mnie inspirują, motywują, zadbanych nie tylko fizycznie, ale i intelektualnie. Takich, z którymi po dobrym seksie będę też chciała zjeść śniadanie. Byłam żoną, przyjaciółką, kochanką. W miłości, dla swoich mężczyzn chciałam być wszystkim. Ale zdrady nie wybaczasz? Zdrady nie wybaczam. Ani psychicznej, ani fizycznej – żadnej. Miałam szczęście - mężczyźni z którymi byłam nie mieli kochanek. A jak się rozstajesz z mężczyznami? Nie umiem przestać kochać z dnia na dzień. Myślałam, że od razu się zakochujesz w kolejnym. Nie. Absolutnie. Teraz też wciąż kogoś kocham, chociaż z nim nie jestem. Nieszczęśliwa miłość? Nie. Choć prawda jest taka, że w życiu popełniałam w kółko ten sam błąd: wybierałam niewłaściwych facetów. Nie spotykałam mężczyzn, którzy by mnie chronili, tylko takich, którzy ze mną walczyli. O dominację w związku? Tak. Cały czas starali się udowodnić, że są lepsi niż ja. Może mieli kompleksy? I bali się, że jak odkryję ich słabości, to z nimi nie będę? Niestety, to ja ciągnęłam mężczyzn w górę, a oni mnie ściągali w dół. Żaden nie mógł mnie udźwignąć. Wszyscy byli za słabi. Twój mąż też był słaby? Oczywiście. I kolejny mężczyzna też był słaby. Gdyby byli silni to by byli ze mną do dziś. Znasz to powiedzenie z „Małego Księcia”? O tym oswojeniu? To też, ale mam na myśli inny fragment: „Jeśli kogoś kochasz, puść go wolno. Jeżeli nie wróci, to znaczy, że nigdy nie był twój”. Zgadzam się z tym. Jeśli mężczyzna przestaje być miłością mojego życia, to znaczy, że nigdy nią nie był. A po związku ze mną zostają zgliszcza. Usłyszałam to od jednego z moich byłych. Po rozstaniu z tobą nie mogą sobie ułożyć życia? Tak. Każdą kobietę porównują do mnie. Wiem, bo dzwoniły do mnie kolejne panienki: „Monika, ratuj, on mówi tylko o tobie”. Żartuję wtedy: „No cóż, plagiat jest zawsze gorszy od oryginału” (śmiech) Szukają już zawsze kobiet podobnych do ciebie? Chyba tak. A wybierają bezwolne, bezradne, nudne. A słaba kobieta tych mężczyzn, z którymi byłam, nie udźwignie. To musiałaby być konkretna kobieta. Nie takie panienki, które się przy nich kręcą. Mówi się, że kobiety wybierają mężczyzn podobnych do ojców. To prawda w twoim przypadku? Jaki był twój tato? Mój tata zmarł miesiąc po tym, gdy wyszłam z aresztu. Bardzo kochał moją mamę. To było wzorowe małżeństwo. I taki obraz związku wyniosłam z domu. Pogrzeb taty był w tym samym kościele, w którym rodzice brali ślub, a ja miałam pierwszą komunię. Mama stała ze mną za trumną, a ksiądz czytał mowę pogrzebową, którą napisała dla taty: „Przed tym ołtarzem 50 lat temu obiecałam ci, że cię nie opuszczę aż do śmierci. I tak cię przyprowadziłam tu znów, już nie w garniturze, tylko w trumnie”. Mama bardzo kochała ojca i do tej pory wraca wspomnieniami do tej miłości. Ja też tak umiem i zawsze chciałam tak kochać, ale spotykałam mężczyzn, którzy nie umieli tego ani dostrzec, ani zrozumieć. To może jeszcze takiego spotkasz? Nie gonię króliczka, może on któregoś dnia dogoni mnie. Miłość przychodzi nie wtedy, gdy zakładasz Louboutiny i kreację od Diora i idziesz na bankiet, ale gdy nieumalowana, z niekoniecznie czystą głową, w ulubionym dresie schodzisz rano do sklepu po bułki. I spotykasz tego, kto był ci przeznaczony. I wtedy nagle rozumiesz, dlaczego ze wszystkimi innymi ci się nie udawało. Ale ty mi wyglądasz na taką, która z nieumytą głową i w dresie raczej z domu nie wychodzi. Wiesz, że to była przenośnia! (śmiech)
Nigdy nie umiałam wypytywać cię o twoje sprawy. Mam przyjaciółki, znajome, które nieustannie kontrolują swoich facetów. Pewnie wydaje im się, że wiedzą o nich wszystko. Ale prawda jest taka, że człowiek zawsze znajdzie sobie taki obszar swojej prywatności, do którego nie wpuści nawet najbliższej osoby. Dlatego od zawsze uważałam, że lepiej poczekać, aż sam będziesz chciał mi powiedzieć. I tobie było z tym dobrze. Pasowało ci to. Miałeś swój świat. Miałeś go tak bardzo, że właściwie będąc razem, żyliśmy cały czas Pojawiała się, gdy ty tego chciałeś, na twoich zasadach. Spacer za rękę? „Niewygodnie mi tak, ręce mi się pocą” – wysuwałeś delikatnie, ale stanowczo moją dłoń ze swojej dłoni. Szliśmy razem jak para przyjaciół, ale nie jak para. Minęły dwa lata, zanim poczułeś się komfortowo obejmując mnie w parku, czy na ulicy. Kiedy to już się wydarzyło, wydawało mi się, że zrobiliśmy jakiś milowy krok w związku. Prawie tak, jakbyśmy ze sobą zamieszkali. A to przecież nigdy nie swoje półki w mojej szafie. Po roku jedną, potem dwie, na końcu trzy. Pewnego dnia wyjeżdżając zostawiałeś mi swoje rzeczy do prania. Ja, walcząca feministka i zwolenniczka równego podziału obowiązków cieszyłam się jak dziecko, kiedy wkładałam do pralki twoje koszulki. Kolejny dowód twojego przywiązania. „Doceń to” – mówiłeś. „To dla mnie ogromna zmiana”. Nigdy wcześniej nie byłem z nikim tak blisko. Doceniałam. Czas mijał, czekałam na więcej. Choć pomieszkiwałeś u mnie regularnie, kiedy po trzech latach zaproponowałam, żebyśmy wynajęli wspólne mieszkanie, zareagowałeś jak zwykle. „Zobaczymy”. „Jeszcze o tym nie myślałem”. „Ja nic nie planuję”.W końcu przyszedł moment, w którym zrozumiałam, że w tym związku wszystko działo się tak, jak ty tego chciałeś. Gdzieś zgubiliśmy moje potrzeby, moje pragnienia, moje wyobrażenie o naszej relacji. Moje poczucie bezpieczeństwa. Miałam cieszyć się z każdego najdrobniejszego dowodu przywiązania, który mi dawałeś. A raczej, który mi wydzielałeś. Powinno mi wystarczyć, że wiem, że mnie kochasz. Niepotrzebne nam takie banały, jak „miłość to czyny, nie słowa”. A jednak. To nie banał, to prawda. Nie mam wątpliwości, że mnie kochasz. Na „swój sposób”. Jest ci wygodnie żyć, tak jak żyjesz i uważasz, że skoro cię kocham, powinnam to akceptować, powinnam być szczęśliwa. Powinno mi to wystarczać. Nie jak na początku naszego związku powiedziałeś mi „tylko nie myśl, że wezmiemy ślub, mi to zupełnie nie jest potrzebne”. Ja też nie potrzebuję ślubu, nigdy mi nie zależało no formalizowaniu związku. Ale potrzebuję czuć się w związku bezpiecznie. Albo być sama i wiedzieć, że mogę liczyć tylko na siebie. Że sama się odejść, bo wiem, że możesz „nic z tym nie zrobić”. Ale chyba gorsze jest to zawieszenie teraz. Ta niepewność, niedokreślenie. To „chcę z tobą być, ale nie podejmę teraz żadnej decyzji”.Nie chcę myśleć, że zmarnowałam czas będąc z tobą. Przeczytałam, że każdy z nas spotyka na swojej drodze ludzi, którzy mają nas czegoś nauczyć. Czegoś ważnego, o nas samych. Ja dzięki tobie dowiedziałam się, że potrzebuję czuć obecność osoby, którą kocham, jej zaangażowanie i wsparcie. Że nie umiem żyć w związku niedokreślonym, bez planu na przyszłość, a przynajmniej bez jakiegoś kierunku na to „co dalej”.„Jeśli coś kochasz, puść to wolno. Jeśli należy do ciebie, wróci.” Dziś wreszcie rozumiem sens tych słów. Miłości nie zamkniesz w klatce, nie zaklniesz, żeby była taka, jak chcesz. Niektórzy potrzebują do niej dojrzeć, ale ty nie musisz na to czekać latami. Bo nie ze wszystkimi taka miłość jest do piosenki "Jak dalej zyc" oraz zdjecia z internetu
Przypomniała mi się dziś pewna myśl na temat miłości. Korzystając z nadarzającej się okazji rzadkiego ostatnio kontaktu maszyny do pisania z moim mózgiem, a może na odwrót, nie omieszkam się z Wami nią podzielić. Pamiętacie co ustami Małego Księcia mówił Antek Święty-Exupéry [dziwnie się chłopina nazywał!…]? – szło to mniej więcej tak: jeśli kogoś kochasz puść tę kreaturę wolno. Jeśli wróci jest Twoja, jeśli nie wróci, nigdy Twoja nie była. Oczywiście jest wersja alternatywna, która radzi w przypadku, gdy lafirynda wróci, puścić ją jeszcze raz wolno, bo skoro wróciła znaczy, że nikt jej nie chciał. Mnie najbardziej bawi wariacja tych dwóch filozofii życiowych w postaci opowiastki jak to przychodzi kompletnie załamany rzuceniem go przez kobietę mężczyzna do mędrca i pyta: „jeśli kocha to wróci, prawda?”. Na co mędrzec, mistrz ciętej riposty odpowiada po dłuższej chwili zadumy nad tą sytuacją: „a chuj wie”… I tak to właśnie trochę jest w życiu z naszymi relacjami z partnerami. Nikt nie wie co tym partnerom któregoś pięknego dnia może strzelić do głowy i kiedy dokładnie trzasną drzwiami od namiotu i sobie od nas w cholerę gdzieś pójdą. Do tego nikt, ale to nikt nie wie czy kiedyś do nas jeszcze wrócą, bo czasem albo ich coś na ich drodze pożre i wtedy mogą nie mieć czym do nas wrócić lub coś lub ktoś ich na tym gigancie spotka, a oni połaszczą się na jakąś Taniznę z Chin i już z tym kimś ku chwale Złotej Tandety sobie zostaną. Dlatego zawsze postuluję, aby nie dać się zwariować, puszczać wolno wszystkich bez wyjątku, nikogo nie zatrzymywać, tak często jak to tylko jest możliwe i nie wyczekiwać jak stara babcia w oknie, kiedy chłop nareszcie z gospody wróci. Wróci to wróci. Dorosły w końcu jest. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że aspekt wyczekiwania kogoś na kogoś leży niestety już zaledwie o krok od oczekiwania czegoś od kogoś. Leży też o jakieś dwa kroki od kontrolowania kogoś czymś lub kimś, a zaledwie trzy kroki od wkurwienia kogoś sobą tak bardzo, że na bank nie będzie temu komuś się chciało nawet pomyśleć by do kogokolwiek zapragnąć wracać. Tak będzie zmęczony samą wizją powrotu i tym, że wszystkim poprzez ten powrót ma na świecie zrobić się miło i ciepło tylko na pewno nie samemu zainteresowanemu. Najstarsi górale wiedzą, że jak chłop jest mądry to sam się będzie pilnował i nie trzeba za nim łazić i sprawdzać co robi, z kim jest i co mu się na smartfonie za lala akurat – kątem oka widać wyświetliła, z którą to niby romansuje i na pewno nie tylko romansuje i na sto procent robi to po kryjomu od dłuższego już czasu. W ogóle z nauką wszechświatową jest tak, że taki tryb niełażenia za człowiekiem i niezawracania mu co i rusz gitary, zdążył się dorobić swojej nazwy i utrwalenia na stałe w kulturze masowej. Mówimy wtedy o zaufaniu człowieka do człowieka. Już komiksy z Tytusem, Romkiem i A’Tomkiem a także Biblia dotykały blisko aspektu wzajemnego zaufania. Nie będę przytaczać głupiego Dekalogu lub innych wierszyków z poradami typu co by tu jeść by się nie wykończyć na nadwagę. Tam wszędzie bohaterowie lub natchnieni mądrością autorzy domagają się od czytelnika zaufania. I dokładnie tak samo jest w życiu. Kiedy już człowieka naszego, tego jedynego spotkamy i dopadniemy, takiego któremu względnie dobrze z oczu patrzy i wyględny jest na tyle, że warto mu zaufać to nie pozostaje nam nic innego jak mu wtedy właśnie ufać i w tym ufaniu bezgranicznie nam tkwić. I zapewniam Was drogie akurat Panie bo Panów takich nie znam, że kontrolowanie i sprawdzanie faceta nie ma nic wspólnego ani z troską o niego, ani tym bardziej z zaufaniem do niego. Wręcz przeciwnie. Mężczyzna śledzony, napastowany, wypytywany, przesłuchiwany to człowiek pozbawiony nie tylko życiowego luziku, ale wręcz skazany zaocznie za czyny, których jak powszechnie wiadomo jeszcze nie popełnił. Po co Wam dzwonić do siedmiu kolegów, aby ustalić gdzie on jest, tylko po to by usłyszeć od pięciu z nich, że jeszcze śpi, a od dwóch, że się akurat myje i nie może teraz rozmawiać. Na co Wam dziewczyny osiemdziesiąt sześć niepołączeń od Was wyświetlonych na telefonie Waszego faceta. Kiedy ten człowiek budzi się zaspany, nie jest mu od tego wcale lżej na sercu – ani od niepołączeń, ani od wątpliwości co poprzedniej nocy się mu przytrafiło z tego co pamięta lub raczej nie pamięta. I teraz ciekawe jak Wy myślicie: – czy człowiek ukarany bezlitośnie za wypicie jednego małego piwka więcej na imprezie, które jak to mówił klasyk jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziło, którego przecież wcale ostatecznie nie wypił, to prędzej czy później, tego piwka co miał go nie wypić, on następnym razem w podobnych okolicznościach nie wypije? Bo i czemu nie, skoro karę za niewinność swą niesłusznie odsiedział, a piwko zasadniczo lubi? Zaufanie do człowieka ma bardzo wiele form. To, że facet był na imprezie i nie odbierał telefonu nie oznacza nic więcej, poza tym, że nie odebrał telefonu bo być może był akurat czymś zajęty. Nie oznacza, że już nie kocha i nie tęskni. Nie oznacza też, że rajcują go inne kobiety, które tam spotkał. A nawet jeśli podobają mu się te inne kobiety, które tam spotkał, to nie jest to koniec świata tylko milion lat ewolucji i fizyka kwantowa samczego mózgu. I co z tego, że mu się podobają. Nadal nie ma przesłanek by orzec, że nie kocha i nie tęskni. Brak jego zasięgu w durnym telefonie nie oznacza wcale tego, że którąś sobie na noc upolował i chwilowo jest zajęty czesaniem jej włosów tu i ówdzie. Podobnie zaufanie polega na tym, że gdy chłop namówiony przez kolegów, pójdzie z nimi do klubu go-go lub nawet gdzieś indziej, to żaden zarazek mu się tam nie przytrafi, bo zaufanie u normalnego faceta implikuje wierność. Wiec zapewniam – nawet pół zarazka ani kawałka ejdsa nie przyniesie niezależnie, gdzie się akurat wtedy szlajał. Dziś nasz świat to ocean wzajemnych łatek przyszytych partnerowi z braku do niego zaufania. Nie ufamy naszym partnerom, politykom, pornosom, przepisom drogowym i papieżom. Przechodzimy przez ulicę jednokierunkową i sprawdzamy dwa kierunki. Tyle zaufania do świata nam zostało… A na końcu gdy nihilizm się w nas zbierze, sami również postępujemy tak, że nie da nam się zaufać za grosz, bo nie ufamy nawet samym sobie, tak w odwecie, ostatecznie i wbrew całemu światu. Ten brak zaufania poddaje pod ogromny test naszą wierność. Po co być wiernym, skoro na końcu spotka nas od partnera to samo co za niewierność. Posądzanie, niegłaskanie, pogardzenie, odpychanie, odma i mina numer siedem taka na zesranie. Po co się starać, skoro nikt nie zauważy? Po co być miłym, skoro partner nie jest miły? Po co kochać, gdy dziś już nikt nikogo nie kocha? I co wtedy? I to właśnie wtedy czas rzucić wszystko w cholerę, spakować te rozterki i zamieszkać w Bieszczadach…
23rd wrz Wrzesień to miesiąc, który darzę ogromnym sentymentem. W tym roku szczególnie. Obchodzimy piętnastą rocznicę ślubu. Tymczasem odnoszę wrażenie jakbym poznała męża dosłownie wczoraj. Dlaczego? Ponieważ nigdy nie odebrał mi wolności. „Jeśli coś kochasz, puść to wolno. Kiedy do ciebie wróci, jest twoje. Jeśli nie, nigdy twoje nie było”, pisał Saint-Exupèry w „Małym Księciu”. Wolność kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem Piętnaście lat jestem z jednym facetem. I nadal jest dobrze. A nawet chyba jeszcze lepiej, niż było. Łączy nas coraz więcej wspólnych spraw, doświadczeń. Zażyłość między nami jest zdecydowanie mocniejsza. Jak to możliwe? Mąż nigdy nie odebrał mi wolności. W małżeństwie zachowałam przestrzeń do realizacji marzeń, do rozwijania pasji. Zawsze mogę liczyć na jego wsparcie. Gdy inni krytykują, odwodzą od decyzji, które nieraz są śmiałe i ryzykowne, w jego oczach widzę „zielone światło”. Przez te piętnaście lat wielokrotnie uciekałam. W świat marzeń, domowych obowiązków, rozwoju osobistego, intensywnej pracy zawodowej. Zawsze jednak miałam ogromną potrzebę powrotu. Ponieważ czekał na mnie największy przyjaciel. Mój mąż. Teksty wzbudziły Twoje zainteresowanie? Zapisz się na newsletter - dostaniesz informację o kolejnych
Dziewiętnaście lat temu Justyna Majkowska odeszła z Ich Troje. Grupa była wtedy u szczytu popularności, ale kolegom z zespołu nie udało się przekonać wokalistki, by dała ich wspólnemu projektowi jeszcze szansę. A może wcale nie chcieli wywierać na niej presji? Niedawno Michał Wiśniewski ujawnił kulisy tej sytuacji w rozmowie z Wielu fanów zespołu do dziś uważa, że skład z Justyną Majkowską był najlepszym w historii… Dlaczego Justyna Majkowska odeszła z Ich Troje? Justyna Majkowska występowała z Jackiem Łągwą i Michałem Wiśniewskim od marca 2001 roku do maja 2003 roku. Piosenkarka wylansowała z Ich Troje kilkanaście przebojów i zagrała setki koncertów, na które przybywała cała Polska. Dopiero niedawno gwiazda opowiedziała o powodach odejścia z kapeli. „Byłam po prostu tym wszystkim zmęczona. To był główny powód. Wszyscy powtarzali mi, że trzeba być idiotką, żeby odchodzić z zespołu w momencie, gdy jest na szczycie i gdy można już spijać śmietankę z popularności”, opowiadała artystka w rozmowie z Plejadą. Z kolei Jacek Łągwa ujawnił więcej szczegółów. Twierdził, że prawdziwym powodem była… miłość. „Justyna pokłóciła się z Michałem podczas trasy w Stanach Zjednoczonych. Poszło o jej chłopaka, który tańczył w naszym balecie i któremu podziękowaliśmy za współpracę. Nie pamiętam dokładnie, o co chodziło, ale Justyna uniosła się honorem i postanowiła odejść solidarnie ze swoim facetem”, przyznał w wywiadzie z Michałem Misiorkiem. CZYTAJ TEŻ: Michał Wiśniewski o ojcostwie: „Moje dzieci to moje największe przeboje” Fot. Darek Majewski / Forum Michał Wiśniewski o błędach w karierze i tym, dlaczego nie zatrzymywał Justyny Majkowskiej Podczas ostatniej sesji do VIVY! zapytaliśmy gwiazdora o to, czy nie mógł wpłynąć bardziej na Justynę Majkowską i jej nagłą decyzję. Gdyby zespół się wtedy nie rozpadł, mógłby zdziałać jeszcze wiele, wiele dobrego. „Myślę, że nie można komuś zabronić odejść. Przysłowie mówi: jeśli kogoś kochasz, puść go wolno; jeżeli wróci to jest Twój, jeśli nie wróci, to nigdy Twój nie był. Justyna odeszła na własną prośbę, wszelkiego rodzaju próby zatrzymania jej skończyłyby się tym, że byśmy do dziś nie rozmawiali”, przyznał Michał Wiśniewski. Takie posunięcie ma dziś dobre strony. „A tak to często się spotykamy, śpiewamy razem, jesteśmy przyjaciółmi. I w takich momentach jak aktualnie trwający jubileusz mamy wielką przyjemność występować razem na scenie czy od czasu do czasu nagrać wspólnie piosenkę. Nie wyobrażam sobie, by mogło to kiedyś wyglądać inaczej”, dodał przed naszą kamerą. Zobacz: Poznali się przez internet, rok później byli po ślubie. Tacy są prywatnie Michał i Pola Wiśniewscy A jak wiele błędów popełnił lider Ich Troje w czasie 25 lat trwania zespołu? I dlaczego nie robi już dziś tak wielkiego show, jak dawniej? Odpowiedzi na te pytania znajdziesz w naszym materiale wideo. Fot. Voyo Bąkiewicz Fot. Voyo Bąkiewicz @
jeśli kogoś kochasz puść go wolno